Insulina puka. Glukoza czeka. A komórka mówi: „nie teraz”.

Coraz więcej kobiet słyszy diagnozę: insulinooporność.
Coraz więcej też próbuje sobie z nią poradzić dietą, eliminacjami, głodówkami, „detoksami” i wiecznym liczeniem kalorii.
I bardzo często kończy się to frustracją.
Dlaczego?
Bo insulinooporność nie jest problemem jedzenia jako takiego.
To problem relacji komórki z energią.
Czym naprawdę jest insulinooporność?
W skrócie:
to stan, w którym komórki przestają reagować na insulinę, mimo że ta jest produkowana – często w nadmiarze.
Ale to zdanie niczego nie wyjaśnia.
Prawda jest taka, że komórka się zamyka.
I robi to celowo.
Insulina puka.
Glukoza czeka.
A komórka odpowiada: „nie teraz”.
Nie dlatego, że jest uszkodzona.
Tylko dlatego, że jest przeciążona.
Komórka nie jest głupia. Ona się broni.
Zamknięcie komórki to mechanizm obronny organizmu.
Ciało mówi:
„Nie przyjmę kolejnej porcji energii,
bo nie mam warunków, żeby ją bezpiecznie wykorzystać.”
Co najczęściej zamyka komórkę?
- przewlekły stres (psychiczny i emocjonalny),
- ciągłe napięcie i presja,
- brak snu,
- niedożywienie jakościowe (mało białka, minerałów),
- odwodnienie,
- stan zapalny,
- życie w trybie „ciągle muszę”.
W takim stanie komórka nie chce energii.
Ona chce spokoju i porządku.
Dlaczego samo odcięcie węglowodanów często nie działa?
Owszem – na początku:
- odstawienie cukru,
- miodu (nawet tego „zdrowego”),
- białej mąki,
- produktów UHT i wysoko przetworzonych
jest konieczne, żeby zmniejszyć presję na trzustkę.
Ale to nie otwiera komórki.
Jeśli komórka jest:
– odwodniona,
– zestresowana,
– niedożywiona,
to nawet przy zerowych węglowodanach pozostanie zamknięta.
Dlatego wiele kobiet mówi:
„Nie jem, pilnuję diety, a waga stoi.
Cukier dalej skacze.
Jestem zmęczona.”
To nie bunt ciała.
To obrona.
Komórki nie trzeba zmuszać. Trzeba ją odbezpieczyć.
I tu zaczyna się prawdziwa praca z insulinoopornością.
Poziom fizyczny
Komórka otwiera się, gdy dostaje:
- regularność (3 posiłki dziennie, bez ciągłego podjadania),
- białko (materiał budulcowy),
- tłuszcz (sygnał bezpieczeństwa),
- minerały (magnez, sód, potas),
- wodę (bez niej komórka się kurczy),
- lekki ruch po jedzeniu (sygnał: „energia jest potrzebna”).
Wsparcie, które realnie pomaga:
- tauryna – poprawia wrażliwość insulinową,
- magnez – uspokaja układ nerwowy i metabolizm,
- witaminy z grupy B – bo układ nerwowy steruje gospodarką cukrową.
Poziom emocjonalny i duchowy (najczęściej pomijany)
U kobiet insulinooporność bardzo często idzie z:
- ciągłym napięciem,
- braniem odpowiedzialności za wszystko i wszystkich,
- życiem „na obowiązku”,
- brakiem odpoczynku bez poczucia winy.
Ciało w takim stanie nie ufa, że może puścić energię.
Dlatego:
- jedzenie w stresie zawsze podnosi insulinę,
- brak snu zamyka komórki,
- ciągła kontrola utrwala oporność.
Komórka otwiera się wtedy, gdy ciało dostaje sygnał:
„Jest bezpiecznie.
Nie muszę walczyć.”
Co się dzieje, gdy to zaskoczy?
Gdy:
- napięcie opada,
- ciało jest nawodnione i odżywione,
- posiłki są spokojne i regularne,
wtedy:
- insulina nie musi być produkowana w nadmiarze,
- glukoza zaczyna wchodzić do komórek,
- energia jest spalana zamiast magazynowana,
- organizm sam reguluje się coraz lepiej.
Bez walki.
Bez presji.
Bez karania ciała.
Insulinooporność to informacja, nie wyrok
To informacja, że:
- ciało potrzebuje spokoju,
- komórki potrzebują zaufania,
- metabolizm nie lubi pośpiechu i przemocy.

Niestety mam tę jednostkę.